Stare budownictwo ma to do siebie, że nie jest łatwe w adaptacji i remontowaniu. Przekonałem się o tym kiedyś próbując adoptować spiżarnię znajdującą się w budynku komunalnym na pokój. Nie było to łatwe zadanie z uwagi na jakąś dziwną fakturę ścian, wymagających tynkowania. Nie wiem, dlaczego ale nie mogłem uzyskać równej powierzchni. Z pomocą mi przyszła dopiero firma z branży posadzki maszynowe. Zadzwoniłem tam zrezygnowany, myśląc, że może im się uda coś zrobić w tym kierunku. Przyjechali, obejrzeli i powiedzieli, że właściwie moje działania były skazane na porażkę. Ściany w pomieszczeniu były pokrywane w jakiś niemiecki sposób, dziwną technologią, której nazwy nie jestem w stanie przytoczyć. I na to jest jedyna rada: tynki maszynowe, z dodatkowym preparatem w charakterze domieszki. I muszę powiedzieć, że im się udało od razu. Tynk był równy, a najważniejsze, że słusznej grubości. Tego rodzaju tynki kojarzyły mi się z cienką warstwą pokrywającą cegły. Jednak było inaczej. Na to w promocyjnej cenie zamówiłem sobie tynki gipsowe i pokój był jak z bajki. Oczywiście jak to w starym budownictwie został jeszcze problem ogrzewania, który nie łatwo było rozwiązać, ale to już temat na inną opowieść.